Do szalika i torebki, które ostatnio pokazałam dorobiłam jeszcze rękawki, czy też rękawiczki bez palców. Cekiny się nieco zbiesiły i chyba podoszywam, żeby wyrównać
Koleżanka przefarbowała się na pomarańczowo i stwierdziła, że chce fioletowy szal i żeby były też kwiaty i wstawki z cekinów i koronki i jedwabie.
A na koniec lekka inspiracja na jesień, aby dla dalszej wiecznej sławy, coś mojego znów poszło w świat :)
Zawsze podobało mi się to zdjęcie- dla mnie taka alegoria odchodzącego lata.
Dlatego postanowiłam zrobić rękawiczki, mitenki dla chętnych, którzy zamieszczą informację o tym podarunku u siebie na blogu, napiszą kilka słów w komentarzu o tym, co pięknego jest w jesieni i poczekają na wytypowanie zwycięzcy do 23 października. Takie małe candy :) A oto świeczka do tej gry :)
Mięciutka wełna z rainbow od Crafttrioszek(niestety nie widzę już tej kolorystyki w sprzedaży), tęczowe nici nylonu i jedwabiu, loki i kuleczki wełniane oraz jedwabne śmieci :) Rękawiczki prawie do łokcia. Zapraszam!
***
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękawiczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękawiczki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 8 października 2011
wtorek, 14 grudnia 2010
Coś dla siebie
Przed wyjazdem, na dziko, do Elbląga zdążyłam zrobić sobie rękawiczki. A resztę, nieskończonej, bandy broszek i kołnierzy No2 zawinęłam w folię i powiozłam ze sobą...kołnierze skończyłam, ale nie mają broszek, więc nie będę na nie teraz strzępić klawiatury...
Przed wyjazdem do Poznania wyfilcowałam sobie czapeczkę, do której natchnęła mnie Malwina Mazur...w sensie układania cieniusieńkich warstw...Czapka zatem jest powita z sześciu warstw + dekorek...z moherem
A rękawice, długie, bo lubię rękaw do łokcia lub tuż poniżej...choć nie zawsze to życiowe, bo jak je zdjąć na dworze, nie sposób z powrotem założyć- naciągnąć...i trudno zapinać nimi otulacz...do którego już zgubiłam broszkę...i przyszyję chyba agrafkę, na stałe, od lewej strony...
Zatem komplecik do otulinki, z hinduskimi dekorkami..., co by samotny się nie czuł...
Przed wyjazdem do Poznania wyfilcowałam sobie czapeczkę, do której natchnęła mnie Malwina Mazur...w sensie układania cieniusieńkich warstw...Czapka zatem jest powita z sześciu warstw + dekorek...z moherem
A rękawice, długie, bo lubię rękaw do łokcia lub tuż poniżej...choć nie zawsze to życiowe, bo jak je zdjąć na dworze, nie sposób z powrotem założyć- naciągnąć...i trudno zapinać nimi otulacz...do którego już zgubiłam broszkę...i przyszyję chyba agrafkę, na stałe, od lewej strony...
Zatem komplecik do otulinki, z hinduskimi dekorkami..., co by samotny się nie czuł...
Dziury są zafilcowane, wcześnie wyjęłam folię, rozciągnęłam paluchem gmerając weń
i po miętoszeniu są tylko w formie dołków :)
A tu widać mohera zielonego...
Komplecik wygnieciony, po podróży, ale niecierpliwość nie pozwoliła mi czekać ze zdjęciami...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
