Felting, Felt, jewelery,Filc artystyczny, decoupage, biżuteria, scrapbooking i inne...

***

Nie trzeba mnie wyganiać, nie trzeba mnie odpychać!


Obejmę jabłoń za szyję, zacznę z jabłonią usychać,


zapłaczę nad agrestem, przejdę się malinami,


będą skurczone liście, jagody z czarnymi plamami.


Nie trzeba mnie wyganiać! Szparagi wyginą suche,


do grząd cienistych truskawek namówię ciotkę ropuchę.


Kazimiera Iłłakowiczówna "Licho"


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2017

Wspominki

Minął kolejny rok blogowania.  Tym, którzy do mnie zaglądają chciałabym życzyć mnóstwa twórczych pomysłów, zapału i wielu radości w nadchodzącym roku. Niech śmiech i szczęśliwe chwile przyćmiewają Wam troski. Mam nadzieję że z zapartym tchem będę mogła oglądać Wasze prace. Tym, którzy zostawiają mi swoje komentarze dziękuję szczególnie za ślad, który u mnie zostawiają. Mam nadzieję, że nadal będę mogła Was gościć. Ja sama w tym roku bardzo zaniedbałam zaglądanie tu i ówdzie, komentowanie ale postaram się to nadrobić, bo widzę,że daje to wielu i mnie samej dużo pozytywnej siły. Niech Moc i światło będzie w Wami!


 Zdjęcie z Fromborka, gdzie orkan Barbara zrywał nam z głów czapki i kaptury :)

Poza życzeniami noworocznymi, ten post nie będzie zawierał nowej pracy. Ma służyć przypomnieniu sobie tego, co mi się podobało we współpracy z San Dee&amelie's Steampunk Challenges. Od dziś można tam wspomnieniowo zgłaszać jakąś swoją ulubioną pracę steampunkową którą nam się udało w tamtym roku, 2016 zrobić.
Ja nie pozostając tylko w minionym roku, bo miałam taką możliwość (a zadanie dla zgłaszających dotyczy tylko 2016 roku) wybrałam te, które jakoś tak lubię najbardziej, choć łatwo nie było.

Jako pierwsza jest kuferkowa kopertówka zrobiona jesienią w2015r. Bardzo się do niej przywiązałam, a jak ją gdzieś zabieram, robi wrażenie :)
W styczniu tamtego roku powstał kalendarz. Często pytano, czy zrobiłam go sama. To dobry kompan przez cały rok i trudno mi się z nim rozstać, ale nowy już w przygotowaniu. Niestety kupiłam większy na ten rok, więc okładki muszą poleżeć do innej okazji, bo stwierdziłam, że je jednak jeszcze wykorzystam ( na taką drugą szansę czekają też inne, z poprzednich lat).
Trzecim wyborem, i chyba najtrudniejszym, był Pas. Może dlatego, że rzadko robię dodatki inne niż torebki czy szale. To było ciekawe doświadczenie.
Zapraszam zatem do tej wspominkowej zabawy, trzeba stworzyć post, w którym przedstawia się prace z zeszłego roku w klimacie Steampunk/Industrial i zgłosić Tu
http://sandee-and-amelie.blogspot.co.at/2017/01/show-us-your-2016-favourites-sandee.html

niedziela, 19 kwietnia 2015

Koronkowe Końcówki

Nie wiem co Wy robicie z końcówkami koronek, ale ja do tej pory nie miałam żadnego pomysłu co z nimi począć. Do tego jestem jak Wiwióra, która wszędzie chowa różne skarby, a potem nie pamięta gdzie je upchnęła. Po miesiącach znajduje przypadkiem coś, przez co przetrząsnęła kiedyś całą chatę i przerzuciła dobytek i...diabeł ogonem nakrył. Dlatego zdecydowałam się na dramatyczny krok zrobienia czegoś, co niełatwo zgubić, zapodziać, czy upchnąć bez problemu, by zyskało niewidzialność.
Ze starego kalendarza powstał folder, okładki do umieszczania między nimi  tych koronkowych odcinków, które upychałam tu i ówdzie, których nie było sensu zwijać, nawijać na szpulki i takie tam.
Od pewnego czau nawiedzam second handy w centrum mojego...szumnie zwanego miastem...miejsca zamieszkania. Pojawiło się ich kilka w wielkometrażowym wydaniu. Więc wpadam tam jak hiszpańska inkwizycja ( nie tylko zresztą ja, bo tłumy tam bywają) i pozyskuję odzież w której znajdują się wszelkich szerokości koronki i różnej maści koraliki. Powoli staję się wybredna. Ale dzięki tym wyprawom w końcu zaczęłam mieć poczucie posiadania wystarczających (sic!) zapasów.

Do rzeczy.
Praca zawiera zamek. Bo taki jest temat Otwórz Szufladę przez  miesiąc. Zamek ma na pewno więcej lat niż ja, więc jest zabytkiem :)
Praca, oprócz kleju i trochę gesso, nie zawiera w zasadzie innych mediów- bez żartu!
Praca zawiera zdobyte przy pomocy nieocenionego Pinterestu zdjęcie Lily Elsie- to dla szukających wszędzie plagiatorów i rękodzielniczego copycat effect.
Użyłam tu papierów  7DotsStudio "Wonderland" , Makowego Pola "Palimpsest", Bo Bunny "Timepieces", ćma jest od 13arts "Fly Away", jak by to kogoś interesowało...




wewnątrz



niedziela, 21 kwietnia 2013

Odwrót Lisa

Powoli wracam do domu. Po przygodzie jak wyprawa do Mordoru. Szkoła oficerska i pobyt 10 tygodni w koszarach (nie zawsze dało radę wrócić do domu na weekend) uświadomiło mi na prawdę sporo rzeczy. Przede wszystkim pozwoliło złapać ogromny dystans do własnej pracy- w sensie współpracy z ludźmi oraz do siebie samej.
Poznałam kilka świetnych osób, kilka na prawdę fascynujących i kilka może malowniczych, ale bardzo nieciekawych osobowościowo. I tak jak ceniłam sobie towarzystwo tych pierwszych, tak brak towarzystwa tych drugich będę sobie cenić porównywalnie. Do niektórych długo musiałam się przekonywać, a niektórych nie polubiłam nawet w połowie tak bardzo, jak można by je polubić...hehe, to mi trochę przemowę Bilba przypomina...
W trakcie przygody w Kaliszu powstawały na bieżąco wyzwania na SP, to jedyne miejsce gdzie  naonczas jeszcze coś robiłam twórczo. I część z nich dziś chciałabym pokazać.

Ten wpis powstawał w oparciu o zmianę warunków, rytmu dnia, wymagań. Nagle miałam dużo czasu na myślenie, noce bywały bezsenne. Wokół się dużo działo, ale w oderwaniu od codzienności. Granie w Dixit, wieczory bez dzieci i telewizora, rozmowy z innymi psychologami, różnych orientacji...
Dość prosty :)


Ta ryba powstała z papierowego ręcznika na płótnie naklejonym na tekturze. Bardzo fajna zabawa. Wicol i gel-medium nie do przecenienia :)


 Przedłużająca się zima dała się nam wszystkim we znaki. Siły i entuzjazm bardzo opadały. Wyłażenie wciąż na śnieg i lód, kiedy już zaczyna się kwiecień, może zepsuć niejeden humor.
Wpis w akcie desperacji!


Nadchodzi koniec mojego eskapizmu.
Ale nie mogę obojętnie przejść koło paru relacji, które w tamtym miejscu zawiązałam. A może to nie relacji, a więzi...zwłaszcza jedna dała mi się ogromnie we znaki, bo rozwijała się niepostrzeżenie i właściwie mimochodem. Bardzo mnie zaskoczyła i niestety rozczarowała na koniec. Mimo prób przewartościowania, zmian perspektywy,... i w sumie mojej niechęci do nauczycieli...Tych kilka rozmów z tym człowiekiem pokazało mi, że ludzi wspaniałych nie trzeba szukać, znajdziemy ich w najmniej oczekiwanych momentach...
Rozstanie raczej ostateczne i nie bez pewnego rozczarowania,  ze względu na stereotypowe potraktowanie mnie. Jako kobiety.

Jest jeszcze jedna relacja, którą udało mi się nawiązać, nie przełożona na razie (jeszcze) na żaden wpis i powstała bez względu na to, że z  mężczyzną :)  Zyskałam przyjaciela! Mimo wszystko,w tamtej chwili i nie bez pewnego wysiłku. Umowa opierała się na historii Małego Księcia i Lisa. Ja byłam lisem, Książę natomiast oswajał i wychowywał. Lis słuchał i mówił, co myśli :) bardzo cenne doświadczenie. Głównie w okazywaniu pokory. Bardzo wartościowy człowiek. Jeszcze się nie rozstaliśmy, ale nawet jeśli będę płakać, coś zyskałam.
Dziękuję za wszystko!

wtorek, 21 sierpnia 2012

filcowy komin

Popełniłam sobie komin, bo zbliżają się chłodniejsze poranki ... a ile można mieć szali, czy chust?
Chodziły za mną takie kolory, w sumie nadal chodzą, wiec postanowiłam wykorzystać je w wyzwaniu w Szufladzie. Jeszcze można się pokusić i coś tam zamieścić :)

Poza tym ostatni tydzień obfitował mi w rózne wydarzenia, głównie miłe, czarujące...
Byłam na jarmarku w Gdańsku, głównie by zakupić trochę staroci do "alteracji"( o zdobyczach napiszę później) i odebrać moje kolczyki ptaszki od karoliny , na które się umówiłyśmy na targach w Poznaniu, w grudniu :)
Ponadto, upiekłam na ogniu jarmarcznym i drugą pieczeń- poznałam w końcu Plastusię! Czasu nie miałyśmy wiele, ale pogadałyśmy sobie, głównie w tematach filcowych :) Brakowało mi takiej rozmowy!

I jeszcze byłam na zamku w Malborku. Pod koniec odwiedzin było tam piękne światło...

I jeszcze zaproponowano mi wejście do Design Teamu w Scrapujących Polkach, w dziale Altered Art/Mixed Media! I na razie jeszcze jestem w szoku...
I nie ochłonęłam do końca po tych atrakcjach...

Co do komina to nadmienię, że mam zamiar chyba w najbliższym czasie popełnić ich jeszcze kilka, bo robi się je lekko, łatwo i przyjemnie, oraz, co najważniejsze, w obróbce zajmują znacznie mniej miejsca niż szale...




wtorek, 24 lipca 2012

wycinanie i mazanie...

Zacznę od drobnej chęci wzięcia udziału w w wyzwaniu na scrapkach-wyzwaniowych z tytułem "Coś nowego". Pracę moją zainspirowało kilka rzeczy...po pierwsze piosenka "Would?" Alice in Chains, która byłą inspiracją dla jednej z prac DT...przypomniała mi o pewnej osobie, dzięki której lat temu piętnaście (!) bez mała ją poznałam...chłopak ów nie żyje, popełnił samobójstwo, dużo ćpał i był muzykiem, poetą...dostałam kiedyś od niego stosik wierszy...już myślałam, że mi gdzie przepadły, ale cudownie znalazłam je ostatnio...Druga i nie wiem, czy nie najważniejsza w tym wszystkim sprawa :) to ta, że w końcu udało mi się obejrzeć "Incepcję"...i to jest ta nowość...nie ma sensu się o filmie rozpisywać, dla mnie wątek samobójczej śmierci żony bohatera był tu najważniejszy...
 Poza tym od lat moja mama gromadziła czasopismo Wróżka...zawsze chciałam zostać tam grafikiem...takie marzenie od lat młodości :) Do pracy wykorzystałam trochę pociętych obrazków z tego pisma i ukochane papiery Wonderland...




 Powstała koperta na przechowanie wierszy, którą to zamontowałam do journala...
jako że journal wciąż się zapełnia, to pokażę jakieś kolejne wpisy do niego...głównie inspirowane forumowo...
Insprowane "Dexterem" Przypadek czy Przeznaczenie



Wykorzystanie min 3 mediów i cytatu






Oczywiście, cytat jeden nie wchodził w grę :)

I na koniec jeszcze chciałam podziękować za przesympatyczne spotkanie w Decokreacjach, gdzie poznałam Edi-th, Qrcza-ka i Amlai oraz spotkałam Agnieszkę i Lidkę :)
Zeszło nam głównie na pogaduchach i wycinaniu z wykrojników, ale było świetnie!


Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!



sobota, 31 grudnia 2011

...a na końcu kot...

Ostatnio zrobiłam kilka kartek na pożegnanie Panów, którzy w przyszłym roku idą na emeryturę, a wczoraj byli ostatni dzień w pracy.
Nestety zdjęcia zdążyłam zrobić tylko jednej, tej pierwszej. Inne kończyłam po nocy i zapomniałam uwiecznić cyfrowo. Ale zainteresowani byli wzruszeni, a to najważniejsze.
Ta karteczka była dla Tomasza, pieszczotliwie zwanego Hitlerem, zwolennika porządku, człowieka pracowitego, sumiennego, emocjonalnego, który wzbudzał jednak kontrowersje i ambiwalencje...łatwo domyślić się u kogo i jakie :) Jedna z niewielu osób, które tak na prawdę w tej mojej nowej pracy bardzo polubiłam.




 Tomasz jest fanem Republiki i innych rockowych kapel, ubiera się na czarno i lubi grzebanie przy samochodach. Tak w skrócie. Stąd kawałek tekstu piosenki i inne detale.

Mija też rok, od kiedy w pracuję w nowym miejscu, a było to jakbym dostała patelnią w głowę, nie jeden zresztą raz. Ale dzięki niektórym osobom nadal mogę myśleć,że jeszcze nie jest ze mną tak źle i mogę nadal twierdzić, że nie ma się co za bardzo dostosowywać do obowiązujących tradycji, bo nic dobrego z tego mi jeszcze nie przyszło. A przynajmniej mogę na siebie patrzeć w lustrze...Dlatego na koniec tego roku jestem wdzięczna za to czego mogłam się nasłuchać i nauczyć od Tomasza, od mojej byłej Pani Kierownik, oczywiście mojego Lubego i kilku jeszcze innych osób. Żeby nie brzmiało to jak odbieranie jakiejś nagrody  to na koniec dodam, że ten rok był dla mnie też ważny pod względem rękodzielniczym, choć ostatnio dokonałam przemyśleń, że kolejny rok ciągle eksperymentuję, a rzadko kiedy systematyzuję wyniki i weryfikuję hipotezy na poziomie świadomym...

A jeśli chodzi o zaczynający się jutro Nowy Rok, to chciałabym Wam wszystkim życzyć tego, byście mogli postępować w zgodzie z własnymi przekonaniami i byli zadowoleni z rezultatów waszych zmagań twórczych; a jeśli nie Wy sami, to chociaż otoczenie, żeby się cieszyło z tego, co stworzycie, bo przecież Twórcę, jeśli nie jest oczywiście megalomanem, najtrudniej zadowolić :)

niedziela, 27 listopada 2011

listopadowo monochromatycznie...

Nie wiem jak Wy, ale ja w listopadzie, co roku napadnięta zostaję przez depresję jesienną. Na szczęście nie jest zbyt silna i da się żyć :) Zwłaszcza wieczorami :) Dzień to koszmar...
Może to przez choróbsko ale pewnie i przez sam melancholijny ten miesiąc ogarnia mnie kryzys egzystencjalny, częściej myślę o nieuchronnym przemijaniu, tym,że zakopią mnie kiedyś być może na obcej ziemi, daleko od przodków...to chyba przez to,że przed świętem zmarłych zastałam grób dziadka zupełnie opuszczony i postarzony przez czas. To chyba przez to, że coraz mniej ludzi, by groby odwiedzać...Nie mogą, bo rozjechali się po świecie, sił brak lub sami udali się sześć stóp pod ziemię...
Uciekając przed podłym nastrojem zajęłam się kolekcjonowaniem papierów do scrapbookingu, bo dawno już nie uzupełniałam ich. Dokonała wielu udanych zakupów, ale moją uwagę przyciągnęło coś, co okazało się być już niedostępne...Zajęłam się zatem ściganiem, kolekcji papierów Printery- piękne monochromatyczne  papierki.
Przyleciały, oczywiście z U.K. :) Niezawodny kraj :)

  Posłużyły do zrobienia zakładki do książki, córka miała zadanie na technikę. Okazuję obie strony zlepka. Dostała za nią 4, bo nie ona namalowała te papiery...A z bloczkiem papierów się nie rozstaję :) I zakładka, jak raz, pasuje do mojego nastroju, wiec nie wiem, czy sobie nie przywłaszczę :)

Inna rzecz jaką skończyłam, również monochromatyczna, to skrzyneczka na perfumy.
Przy jej robieniu wykorzystałam stempelki, pomysł podsunęła mi Agnieszka z DecoKreacji. Bardzo dziękuję!


 Spękania na szkle-namęczyłam się przy nich, bo miały być tylko na pewnym obszarze... ale nie wyszły dobrze na zdjęciu. Wymagają opracowania...
No i nawet na poprawę humoru zakupiłam sobie małą koronkową torebeczkę :) Choć zakupy jako takie w centrum handlowym raczej mi nie pomogły...


I jeszcze na koniec jedna rzecz, bo cieszy me oko od jakiegoś czasu, a jeszcze nie okazałam. Pudełeczko na biżuterię. Po kremie. Pasuje tutaj, bo też monochromatyczne.


Muzycznie sprzyjająca mojemu nastrojowi stała się płyta Nosowskiej '8'. Zakupiłam,ale niestety nie polepszyła. Dopóki nie obejrzałam teledysku. Jest niesamowity, piękny i czegoś takiego właśnie mi trzeba było. Pomimo depresji znajduję estetyczną ekscytację :)
Pozdrawiam!






środa, 26 października 2011

49 zakrętów, 43 kilometry i wyniki.

Zmęczona jestem, więc przepraszam za spóźnienie. Wynika to z tego, że ostatnio coś wiecznie spać mi się chce, nie wtedy kiedy trzeba, codziennie przemierzam kiepską drogę do pracy moją Meluzyną, chimeryczną zresztą (mowa o samochodzie, ale zachowuje się jak kobieta i to w dodatku ekscentryczna). Ostatnio jeździłam często sama, bo koleżance dziecię zachorowało, więc w samotności policzyłam kilometry, zakręty i wiochy po drodze. Przede mną policzenie dziur, pagórków, jezior i może jeszcze czegoś innego, co tylko w tej ciemnicy może przyjść do głowy...
Ale popołudniu wracając, widzę pięknie pomalowane jesienią drzewa...jutro biorę aparat...
Ale dość o tym.  Przyznaję,że było to głównie candy dla czytających posty, bo ja czytam, co piszą inni, ale mam wrażenie czasami, że jestem w awangardzie, bo większość je tylko ogląda...Wyniki. Na to zapewne czekacie w zwieńczeniu jesiennej zabawy.



Zmęczona maszyna losująca wyciągnęła zwycięzcę:
 Przepiękny komentarz napisałaś, ja też lubię Święto Zmarłych. Gratuluję!
Ale jako, że urzekły mnie Wasze piękne, malownicze, nostalgiczne, tchnące kasztanami i herbatką komentarze, postanowiłam uścibolić w podziękowaniu dwa kwiatki, broszki, w tym samym zestawie kolorystycznym. Choć trudno było wybierać one powędrują do Saby i Dysiak, bo najpiękniej pisały o jesieni, najbardziej trafiły mi w serce. A Dysiak to nawet lirycznie...

 Tylko zdjęcia niestety przykre, ale może jutro jeszcze złapię światło dnia, to je zmienię...



 Poproszę o adresiki.Pozdrawiam i idę spać...A jutro muszę trochę filców dokończyć...

piątek, 23 września 2011

W ciemność się odzieję....

W sumie to w tytule książki była północ...
Ja jestem nieugiętą fanatyczką książek Pratchetta, zwłaszcza tych części, w których są czarownice i Straż Miejska :) Stąd taki post. Tylko jak w większości dotyczyć będzie filcu...
Jakiś czas temu powstał pomysł na szal czarny, z różnymi koronkowymi dodatkami. Znalezienie takowych zajęło mi kilka miesięcy. W sumie kosztem czterech różnych bluzek, koszulek wyszperanych po lumpach (czarownice odziewają się głównie w ciuchy po kimś otrzymane:) ), apaszki, cekiniastej spódnicy, wełny z merynosa (nie tylko 'świeżej' ale i jakiejś starej falbany z nieudanej chusty), bambusa i nici jedwabnych powstał szaliczek północny. Nie wszystko jest tu jedwabne (tylko falbanki obszywane na turkusowo), raczej przeważają wariacje na temat poliestru.

 Jest cieniutki, z dwóch lekkich warstw, jak ostatnio zresztą wszystkie moje szale, problem tylko taki, że mocno się te warstwy kurczą, ok.50%...
 W zasadzie zdjęcia są próbą sił z nowym aparatem...
 Jedyny mankament to długość- po opleceniu dookoła ciężko go zawiązać, czeka na broszę do spięcia...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Dexter...