Od dwóch tygodni zżera mi struny głosowe jakaś zaraza (od wczoraj głosu się pozbyłam praktycznie zupełnie)...przeszkodziło mi to tylko trochę w twórczych zamiarach, powiem więcej, nawet do Stolycy się udałam tamtą sobotą, nie bacząc na bóle i chrypę, na warsztaty do
Finn :)
Ale teraz to już grzecznie w domu posiedzę, bo pracować (a praca głównie fonią) niepodobna w tym stanie...
A oto wytwór warsztatowy pod roboczym tytułem "Kolaż- Zima i Mila", czyli Dziuńka :)
Ma pewne braki, ale jakoś tak nie miałam głowy, by dalej go poniewierać...
Ponadto pod koniec października uczestniczyłam też w Poznaniu w warsztatach z decoupage'u...padał pierwszy, acz znikomy, śnieg...
Do otrzymanej pracy dorobiłam po swojemu już w domu strategiczne elementy i mam zegar :)
Ale do efektu raczej bym się nie przywiązywała...
Efektem warszawskich warsztatów była potrzeba zrobienia sobie czegoś kolażowego do art-journala, jest to również efekt pewnych przemyśleń, które mnie ostatnio dręczą i tego, co
Edi-th kiedyś rzekła
"czy można uciekać przed czymś, do czego się biegnie??"
Nie wiem skąd ona takie rzeczy bierze, ale nie dają spokoju...
No i musiałam wypróbować ten piękny wykrojnik- koronkę, zgapiony od
Guriany...
Niedziela upłynęła smsowo, bo ekstrawersja, nawet bez głosu, rządzi się swoimi prawami... :)