Nie wiem co Wy robicie z końcówkami koronek, ale ja do tej pory nie
miałam żadnego pomysłu co z nimi począć. Do tego jestem jak Wiwióra,
która wszędzie chowa różne skarby, a potem nie pamięta gdzie je
upchnęła. Po miesiącach znajduje przypadkiem coś, przez co przetrząsnęła
kiedyś całą chatę i przerzuciła dobytek i...diabeł ogonem nakrył.
Dlatego zdecydowałam się na dramatyczny krok zrobienia czegoś, co
niełatwo zgubić, zapodziać, czy upchnąć bez problemu, by zyskało
niewidzialność.
Ze starego kalendarza powstał folder, okładki do umieszczania między nimi tych koronkowych odcinków, które upychałam tu i ówdzie, których nie było sensu zwijać, nawijać na szpulki i takie tam.
Od
pewnego czau nawiedzam second handy w centrum mojego...szumnie zwanego
miastem...miejsca zamieszkania. Pojawiło się ich kilka w
wielkometrażowym wydaniu. Więc wpadam tam jak hiszpańska inkwizycja (
nie tylko zresztą ja, bo tłumy tam bywają) i pozyskuję odzież w której znajdują się wszelkich szerokości koronki i różnej maści koraliki. Powoli staję się wybredna. Ale dzięki tym wyprawom w końcu zaczęłam mieć poczucie posiadania wystarczających (sic!) zapasów.
Do rzeczy.
Praca zawiera
zamek. Bo taki jest temat
Otwórz Szufladę przez miesiąc. Zamek ma na pewno więcej lat niż ja, więc jest zabytkiem :)
Praca, oprócz kleju i trochę gesso, nie zawiera w zasadzie innych mediów- bez żartu!
Praca zawiera zdobyte przy pomocy nieocenionego
Pinterestu zdjęcie Lily Elsie- to dla szukających wszędzie plagiatorów i rękodzielniczego copycat effect.
Użyłam tu papierów 7DotsStudio "Wonderland" , Makowego Pola "Palimpsest", Bo Bunny "Timepieces", ćma jest od 13arts "Fly Away", jak by to kogoś interesowało...
wewnątrz